Czy ewolucjonizm to to samo co ewolucja?

Dziwne z pozoru pytanie. Większość odruchowo powie: oczywiście, że tak.

Otóż nie.

Nieco zrozumienia odsłania nam już pobieżna nawet analiza gramatyczna tych wyrazów. Spójrzmy na końcówki.

Ewolucj- -a.
Ewolucj- -onizm.

Pierwszy wyraz w tej formie gramatycznej jest tzw. rzeczownikiem odczasownikowym i oznacza proces ewoluowania.

Ten drugi jest rzeczownikiem i oznacza światopogląd zakładający, że ewolucja stanowi podstawową zasadę rządzącą wszelkimi zjawiskami świata materialnego.

Teraz trzeba tylko wyjaśnić rdzeń obu wyrazów i jego obecne znaczenie, bo rozumienie tego pojęcia zmieniało się na przestrzeni czasu.

Skąd wzięło się słowo „ewolucja”?

Słowo „ewolucja” pochodzi od rzymskiego słowa evolvere i w pierwotnym, podstawowym rozumieniu oznaczało „rozwijać” lub „odwijać”. W praktyce było najczęściej wiązane z rozwijaniem zapisanych zwojów, bo takie formy miały starożytne „książki”.

Czynność ta — a więc z jednej strony odwijanie, a z drugiej jednoczesne zawijanie zwoju — wykonywana była podczas czytania. Podczas czytania dowiadywano się, co jest zapisane w zwoju, dlatego z czasem słowo to zostało nasycone metafizyką oznaczającą ujawnianie, czyli dowiadywanie się o sprawach zapisanych w tekście.

Bardzo bliskie słowo, revolvere, jest wykorzystywane w Biblii w dwóch sytuacjach dotyczących właśnie opisu odczytywania zwojów. Słowo to znajduje się w Ewangelii według Łukasza 4,17 oraz w Ewangelii według Marka 16,3, tłumaczonych na język rzymski (łacinę).

Podstawowym rdzeniem zarówno dla e-volvere, jak i re-volvere, jest czasownik volvere.

Volvere opisuje rzeczywistość fizyczną i oznacza jakikolwiek ruch mechanizmem toczenia się (obracania).

Jak zmieniało się znaczenie pojęcia?

Z czasem uwypuklano metafizyczny aspekt evolvere. Słowo to w średniowieczu bardziej rozumiane było jako ciągnięcie, rozwijanie dyskusji, czyli w praktyce proces tłumaczenia, wyjaśniania albo argumentowania. Z czasem — jako odsłanianie ukrytego sensu.

Znaczenie słowa „ewolucja” zaczęło być zatem coraz bardziej wiązane ze światem metafizyki, a nie ze światem procesów fizycznych.

Dalszą zmianę znaczenia słowa przynoszą czasy nowożytne, czyli Odrodzenie i Oświecenie.

W XVII wieku „ewolucja” była już bardziej rozumiana jako rozwinięcie wcześniejszych zamiarów (planu). W naukach przyrodniczych wiązano je z przekonaniem, że w plemniku jest umieszczone bardzo małe, zaplanowane już dziecko, które „widziano” w wynalezionym już wtedy mikroskopie, a jego rozwój (evolution) realizuje wcześniej zadany plan.

Rozumienie słowa „ewolucja” jako rozwinięcia czy ujawnienia wcześniej ustalonego planu pozostało jeszcze szczątkowo w wojskowości oraz w sztuce cyrkowej.

Wszyscy słyszeliśmy o ewolucjach na drążku (w cyrku), ewolucjach podniebnych (podczas pokazów lotniczych). Mniej osób słyszało, że rozwinięcie szyku statków wojskowych też nazywane jest czasami ewolucją.

Dzisiaj, ze względu na „zawłaszczenie” pojęcia ewolucja przez biologię, wojskowi mówią raczej o zmianie szyku czy manewrze.

Od stopniowej zmiany do ogólnej zasady

Wiek XVIII utrwalił rozumienie ewolucji jako stopniowej zmiany, przejścia z jednego stanu w drugi.

To rozumienie ewolucji jest już nam bliskie, ale początkowo zmiana stanu dotyczyła kwestii społecznych, czyli zmiany stosunków społecznych, i zaczęła być używana jako synonim przemian („postępu”) społecznych.

W XVIII-wiecznej biologii słowo to było nadal używane w rozumieniu rozwinięcia (ujawnienia) tego, co było ukryte. Siłą rzeczy związane było głównie z embriologią, a więc badaniami nad rozwojem organizmów od zapłodnienia do narodzin.

Główną postacią używającą tego pojęcia w tym kontekście był wówczas Charles Bonet (1720–1793).

Kilkadziesiąt lat później słowo to bardziej w kontekście społecznym propagował Herbert Spencer (1820–1903), chociaż bywało, że i on używał tego pojęcia w kontekście ogólnobiologicznym.

Jednak nie w sposób fizyczny (pierwotny), mimo rozważań nad zjawiskami biologicznymi, a więc z założenia fizycznymi, ale jako pojęcie o znaczeniu metafizycznym — jako zasady ogólnej dotyczącej przechodzenia form prostszych w bardziej złożone, niezależnie od natury form.

Spencer przeniósł tak naprawdę na kwestie społeczne zasadę utworzoną w 1866 roku przez Ernsta Haeckla, mówiącą, że etapowy rozwój embriologiczny (ontogeneza, czyli zmiana formy organizmu od jaja do noworodka) jest odtworzeniem powolnych, etapowych przemian dotyczących przemiany jednego gatunku w drugi, a nawet jeszcze dalej, i nazwał to filogenezą.

Z kolei założenie, że ontogeneza odzwierciedla filogenezę, zostało nazwane teorią rekapitulacji.

Haeckel powiązał ontogenezę z filogenezą, interpretując rozwój osobniczy jako odzwierciedlenie historii rodowej organizmów. Spencer natomiast uogólnił ideę ewolucji, rozciągając ją poza biologię na rozwój społeczeństw, psychiki i całego kosmosu.

Od ewolucji do ewolucjonizmu

Metafizyczne rozumienie pojęcia ewolucja jest obecnie podstawowym postrzeganiem jego znaczenia.

Ewolucję (obserwowany proces) traktujemy jak niezmienną zasadę kierującą światem.

W ten sposób właśnie powstał ewolucjonizm, czyli przekonanie, a właściwie cały system myślowy, że wszystko się zmienia i ta zmiana sama w sobie tłumaczy albo nawet powoduje naszą rzeczywistość.

Swoją drogą dobrze jest zwrócić uwagę na ciekawy wniosek. Okazuje się, że ewolucjonizm postuluje ciągłą zmienność jako niezmienną, absolutną zasadę.

Tak więc koniec końców i ewolucjoniści dostrzegli, że Coś niezmiennego i absolutnego rządzi naszym światem.

„Ewolucja” właściwie wszystkiego

Obecnie słowo „ewolucja” słyszymy właściwie w każdym kontekście.

Ewolucja:

  • społeczeństw, języka, poglądów, pojęć, słownictwa i systemów pisma,
  • wszechświata, galaktyk i gwiazd,
  • chemiczna, klimatu i krajobrazu,
  • oprogramowania, rynków i systemów gospodarczych,
  • społeczna, kulturowa i instytucji,
  • technologii i stylów artystycznych,
  • samochodów, komputerów i telefonów,
  • technik sportowych,
  • układu dynamicznego.

Obecne rozumienie słowa „ewolucja” to właściwie synonim jakiejkolwiek zmiany.

Tak szerokie stosowanie tego słowa wyklucza je jako pojęcie naukowe. W obecnych czasach może ono oznaczać wszystko i jednocześnie nic.

Dla potrzeb dyskusji naukowych pojęcie musi być jednoznaczne, a więc zdefiniowane.

Inaczej dopuszczamy do sytuacji zabójczej dla nauk ścisłych (a za taką uważa się ewolucjonizm), czyli możliwości zmiany znaczenia pojęcia w trakcie trwania dyskusji, a jeszcze gorzej — w trakcie trwania eksperymentu.

Jeśli używamy tego słowa potocznie, to nie znaczy ono nic poza stwierdzeniem, że coś się zmienia. O tym wiedzieli ludzie od zawsze.

Takie rozumienie ewolucji nie jest w żaden sposób naukowe. Jest tylko narzędziem propagandy podprogowej mającej sprawić wrażenie, że ewolucja jest obecna wszędzie.

Jest zatem użyteczne tylko w manipulacji społecznej, a więc socjotechnice.

Co jest istotą ewolucji?

Ciekawie się robi, jeśli chcemy spróbować uczynić ze słowa „ewolucja” narzędzie naukowe, a więc rzeczywiście przydatne do opisu rzeczywistości.

Pierwszym krokiem ku temu musi być próba zdefiniowania tego słowa i uczynienia z niego pojęcia.

Pytanie

Co zatem jest istotą ewolucji w naszym obecnym rozumieniu?

Wiemy na razie tylko tyle, że ma coś wspólnego z rozwijaniem, a rozważania o istocie rzeczy mają w zamiarze doprowadzić nas do uzyskania odpowiedzi na pytanie:

Co czyni daną rzecz tym, czym ona jest, a więc określenia jej najbardziej podstawowej, koniecznej cechy (lub cech), bez których przestałaby być tą właśnie rzeczą?

Co zatem jest istotą ewolucji?

Czy jest jakaś różnica istotowa (istotna) między rozwijaniem dywanu, rozwijaniem się galaktyk, rozwijaniem własnej osobowości, rozwijaniem biznesu, rozwojem człowieka od komórki jajowej do starca, czy może tej różnicy nie ma?

I czy to wszystko jest to samo, czyli ewolucja?

Nie wnikając zbyt głęboko w te rozważania, od razu można powiedzieć, że są to istotowo różne procesy, a więc powinny być nazywane innymi pojęciami.

Takie pojęcia są, tylko dla celów inżynierii społecznej zostały wymienione na ewolucję.

Jak nazywaliśmy te procesy wcześniej?

Kiedyś używano innych określeń na podobne z pozoru procesy:

  • postęp,
  • zmiana,
  • rozwój,
  • ontogeneza,
  • hodowla,
  • wzrost,
  • przemiana,
  • przekształcanie (transformacja),
  • doskonalenie,
  • powstawanie (geneza).

Obecnie okazuje się, że dla potrzeb:

  • nauk społecznych „ewolucja” to stara zmiana społeczna,
  • nauk technicznych „ewolucja” to stary postęp technologiczny,
  • nauk humanistycznych obecna „ewolucja” to stary rozwój — czy to idei, umiejętności, form przekazu czy języka (lingwistyka),
  • nauk biologicznych „ewolucja” to tak naprawdę obserwowalna genetyka populacyjna,
  • użytkowa genetyka populacyjna na potrzeby człowieka to stara hodowla,
  • nauk o wszechświecie „ewolucja”, czy to gwiazd, czy galaktyk, to stara ontogeneza, czyli opis powstawania nowego bytu.

Aż dziwne, że ontogeneza (rozwój zarodka) w przypadku embriologii nie jest jeszcze nazywana ewolucją osobniczą.

Czy pojęcie „ewolucja” jest potrzebne?

Ludzkość długo sobie radziła bez pojęcia „ewolucja”.

Proces polegający na drobnych, etapowych, powolnych zmianach prowadzących do powstania pewnych efektów (zjawisk czy rzeczy) znany był od dawien dawna.

W zależności od tego, czy był uruchamiany świadomie przez człowieka, czy był związany z niezamierzonymi procesami przyrodniczymi, nazywany był planowaniem, przemijaniem, tworzeniem, niszczeniem, erozją, zmiennością itd. — w zależności od tego, w jakim kontekście ocenialiśmy te procesy.

Pytanie

Co zatem jest takiego istotowego w pojęciu „ewolucja”, że została wydzielona ona jako osobne pojęcie? Czy takie pojęcie w ogóle w nauce czy filozofii ma swoje miejsce i czy rzeczywiście jest potrzebne?

Krótko, aby nie wchodzić w zbędne rozważania — jest przydatne, jeśli służy podkreśleniu drogi, w jaki sposób osiągany jest określony cel: w sposób właśnie polegający na drobnych, etapowych, powolnych zmianach.

Ewolucja zatem niezwiązana z biologią, tak jak była rozumiana przed Darwinem, jest pojęciem przydatnym.

Zastosowana do biologii wprowadza błąd i staje się ewolucjonizmem, czyli przekonaniem nieuzasadnionym ani obserwacją, ani eksperymentem (inną formą obserwacji) o możliwości „płynnego” tworzenia z jednych form organizmów form innych.

Jak definiowana jest ewolucja biologiczna?

Obecne rozumienie ewolucji biologicznej przedstawia się w sposób następujący.

Gdyby rzeczywiście poprzestać na takim literalnym rozumieniu pojęcia „ewolucja”, to należy się z nim zgodzić, bo w praktyce oznacza to od dawien dawna znaną i usankcjonowaną obserwację, że:

Kolejne pokolenia organizmów wyglądają jak ich rodzice, tylko trochę inaczej.

Tak przedstawiona interpretacja wstępnej definicji nie brzmi ani specjalnie naukowo, ani odkrywczo i z całą pewnością nie zdobędzie uznania w świecie naukowym. Jednak istotowo są to zdania równorzędne.

Gdzie ewolucja przechodzi w ewolucjonizm?

Problem w tym, że nie tak jest obecnie rozumiana ewolucja.

Podana definicja jest tylko punktem wyjściowym do nadinterpretacji ewolucji jako procesu, w której każda cecha może się zmienić w każdą, tylko musi się zmieniać powoli.

Tak więc pojęcie „ewolucja” przechodzi niepostrzeżenie w ewolucjonizm, czyli głębokie przekonanie, że wszystko może się zmienić we wszystko, bo wszystko ma wspólne pochodzenie.

Już nie poruszajmy kolejnej kwestii, skąd to pochodzenie.

Ewolucjonizm nie widzi granic, nie rozumie pojęcia asymptoty, czyli granicy nieprzekraczalnej, mimo możliwości zbliżania się do niej w sposób nieskończony — czy to w czasie, czy przestrzeni.

Ale o ewolucjonizmie następnym razem.

Bóg nie boi się naszych pytań. My również nie.

Jeśli ten artykuł skłonił Cię do dalszych przemyśleń, zapraszamy do rozmowy. Swoje pytania możesz zostawić w komentarzach, napisać do nas w mediach społecznościowych lub zadać je podczas sesji Q&A na konferencji.

2 komentarze

  1. Patrząc na słowo Ewolucja lub Ewolucjonizm, przypomina mi się, jak ja przez 30 lat tak de facto byłem Teistycznym Ewolucjonistą.
    Gdyby nie Duch Święty i działanie Boga lecz też moja chęć poznania tej „wersji” to do dziś byłbym w tej błędnej tezie. A tak następuje u mnie swoista ewolucja ale nie jako diabelska rewolucja by zaprzeczać Bożej prawdzie lecz ją odkrywać w Jego kreacji.

  2. Amen. Ja też taki byłem. Z racji wykształcenia ale też z przekonania. Wszelkie niezgodności, sprzeczności czy wątpliwości co do biologicznej teorii ewolucji były przemilczane i odsuwane w przyszłość w nadziei (dzisiaj widzę że to nie była żadna nadzieja a złudzenie) na oczekiwane ostatecznego wyjaśnienie. Jednak z czasem w miarę dochodzenia nowych informacji i nowych koncepcji zrozumiałem, że mało wiedzy oddala od Boga a dużo wiedzy przybliża. Zasada według mnie jest ogólna. Dotyczy to również wyspecjalizowanych ewolucjonistów. Jeśli nadal wierzą w biologiczną teorię ewolucji to nie z powodu dużej wiedzy. Według zasady mimo, że duża, jest nadal niewystarczająca. Kopią zbyt głęboko a powinni szerzej. Trzeba się rozglądać, czytać, rozmawiać i myśleć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *